Niedziela 31.06.2013 – Poniedziałek 01.07.2013
„Anioły dookoła Polski dla Mateusza” to moje pierwsze tak poważne wyzwanie, któremu chciałem stawić czoło. O godzinie 22.00 z bagażem pełnym wytrwałości i sporą ilością ekwipunku wyruszyłem tradycyjnie na dworzec w Brześciu Kujawskim, na zbiórkę przed wyprawą. Byłem bardzo zdenerwowany, gdyż już jedno z zapięć od mapnika po prostu gdzieś wyparowało. Po kilku minutach stworzyłem prowizoryczne mocowanie i jechałem dalej. Na dworcu PKP czekał na nas pociąg do nowych wrażeń i emocji. Przyjechał punktualnie. Miejsca dla rowerów było bardzo mało, lecz szybko i bez problemu umiejscowiliśmy je w wagonie nr 21. Już pierwszego dnia poznaliśmy turystów z Krakowa: Karolinę, Pawła i Piotrka. Nasza trasa do Gdańska pociągiem trwała aż do godziny 05:07.
Niewyspani wyruszyliśmy do Gdańskiej Matarni, miejsca gdzie oficjalnie miał się zacząć nasz rajd. Po przywitaniach i rozdaniu kilkudziesięciu ulotek kierujemy się na wschód Polski. Widząc Gdańsk mogę śmiało stwierdzić, że jest to miasto nowoczesne i przyjemne dla rowerzystów. Niestety trochę się zasiedzieliśmy w Gdańsku i po raz pierwszy musieliśmy modyfikować trasę, a co za tym idzie miejsca noclegów również. Pierwszy z nich był we Fromborku. Malownicze łąki, niezwykłe pastwiska przyćmiły duże podjazdy, które bardzo nas zaskoczyły na Warmii i Mazurach.
Rozbiliśmy się na polu namiotowym we Fromborku, lecz wcześniej zjedliśmy znakomity obiad. Było to ok. 10km od Nowego Dworu Gdańskiego. Najprawdopodobniej właścicielka restauracji widząc nasze bagaże oraz pierwszy pot wyprawy obniżyła znacząco cenę. Z uśmiechem na ustach zakończyliśmy pierwszy dzień wyprawy.100_7449Wtorek 02.07.2013
Z samego rana wyruszyliśmy w kierunku Giżycka. Taki miał być cel drugiego dnia. Śniadanie zjedliśmy w Braniewie, przy okazji zwiedzając miasto. Natknęliśmy się na bardzo ciekawy i urozmaicający życie wynalazek. Otóż przy ławkach zostały przymocowane specjalne „maszynki do robienia kilometrów”. Kilka minut odpoczynku i ruszamy dalej. Na obiad dojechaliśmy do Górowa Iławieckiego.
Z tego miasta zapamiętałem tylko jedną osobę. Był nim starszy pan, który z nami rozmawiał. Był bardzo poruszony tym co robimy i mówił ok.20 razy, że ma w Kętrzynie rodzinę (tak o, bez przyczyny). Trochę czasu minęło i dojechaliśmy do Pieniężna. Byłem szczęśliwy, że zobaczę Kościół p. w. Św. Piotra i Pawła z XIV w. Z tej też okazji narobiłem sobie dużej szkody. Po zrobieniu kilku zdjęć z wrażenia upuściłem aparat. Niestety nie dało się go uratować. Mając wyrzuty sumienia (aparat nie był mój) jechaliśmy dalej, a każdy kilometr zapisywał się na naszej karcie doświadczeń. Rozglądając się po okolicy zauważamy piękno polskiej natury. Polany, pastwiska oraz wiele innych bardzo poprawiały mój humor oraz jakoś jazdy. Około godziny 15.00 we wsi Wiewiórki musieliśmy zrobić postój. Wielka nawałnica spowodowała, że blisko 2 godziny musieliśmy spędzić na przystanku.
Kolejne opóźnienie sprawiło, że noclegu zaczęliśmy szukać około godziny 21.30. Nie mogąc nic znaleźć dotarliśmy na plebanie w Bartoszycach. Po rozmowie z proboszczem parafii otrzymaliśmy garaż na schronienie i przenocowanie. Gościnność ks. Proboszcza to pierwszy akt pomocy i zaangażowania w naszą wyprawę. Fakt, że spaliśmy w garażu, ale było ciepło i sucho, a przede wszystkim bezpiecznie.

2013-07-02 13.07.34Środa 03.07.2013
Dzisiejszą trasę zaczęliśmy od razu od pysznego śniadania na plebanii. Otrzymaliśmy ciepły posiłek, dostaliśmy zapas kompotu na drogę. Pogoda trochę się poprawiła, natomiast nasze humory o wiele, wiele więcej. Chcąc szybko zniwelować straty w szybkim tempie jesteśmy w Kętrzynie. To miasto od razu się nam spodobało, każdy był życzliwy i uprzejmy. Siedząc na ławce wiele osób było zaciekawionych tym gdzie jedziemy, po co jedziemy itp.
W Kętrzynie zobaczyliśmy panoramę miasta, zwiedziliśmy Bazylika Mniejsza pod wezwaniem św. Jerzego, pomnik Wojciecha Kętrzyńskiego. Odpoczywając przed monumentem rozmawialiśmy z przechodniami. Spotkaliśmy również księdza, który bardzo zaciekawiony całą akcją postanowił, że włączy się w nią. Po południu dotarliśmy do Giżycka. Jest to mała miejscowość, lecz bardzo turystyczna – zrobiliśmy wiele fajnych zdjęć. W pewnym momencie zorientowaliśmy się, że nadciąga kolejna burza. DOŚĆ! Kolejna nawałnica nie mogą nas dopaść. Postanowiliśmy, że zostaniemy bohaterami filmu pt. „Uciekać przed burzą 2”. W jednym kawałku, bardzo późno dotarliśmy do Ełku, gdzie czekała na nas Pani Ula z rodziną. Zostaliśmy świetnie ugoszczeni, a na dodatek Pani Ula załatwiła nam nocleg w Białymstoku u Pana Radosława z mamą.

Czwartek 04.07.2013
W czwartek zostaliśmy zaproszeni do Stowarzyszenia Adelfi, by opowiedzieć o tegorocznej akcji dla Mateusza. Jej członkinią jest Pani Ula. Dzięki niej otrzymaliśmy koszulki z napisem „Rowerowy Ełk” oraz kilka odblasków przydatnych w czasie jazdy. Tego dnia jechaliśmy również spokojnie, gdyż, jak wcześniej wspomniałem, dostaliśmy adres w Białymstoku. Pierwszy raz zdarzyło się, że przez cały dzień poruszaliśmy się drogą krajową. Zatem przed nami i za nami znajdowały się motory, osobówki, ciężarówki. Było naprawdę ciężko. W pewnym momencie zorientowaliśmy się, że Filip ma luzy w tylnym kole. Jest to dość poważna awaria roweru, która wymaga „oka fachowca”.
Gościnność Pana Radosława i jego mamy Teresy była niezwykła. Było rewelacyjnie, otrzymaliśmy ciepłą herbatę, pyszną kolację i szybko poszliśmy spać. Białystok nocą wyglądał niesamowicie. Może kiedyś tam wrócimy?

100_7738Piątek 05.07.2013
Trasa od Białegostoku do Milejczyc przebiegała bardzo sprawnie. Na chwilę odwiedziliśmy jeszcze C.H. Biała, rozdaliśmy kilka ulotek w centrum miasta i ok.11 wyruszyliśmy dalej. Zmieniało się również znacząco ukształtowanie terenu. Było mniej podjazdów, teren był łatwiejszy dla rowerzystów, a krajobrazy piękniejsze.
Pogoda tego dnia była znakomita. Lekki wiatr i duża ilość chmur obniżyły temperaturę odczuwalną przez człowieka. Wschód to bardzo piękna część naszego kraju. Mocno ozdobione cerkwie, harmonia pól, konie i bociany będące symbolem wolności spotykaliśmy na początku dziennym. Była cisza i spokój. Można było pomarzyć, bujać w obłokach. Co 10 – 20 km byliśmy zmuszeni robić postój, by odpocząć i uzupełnić płyny w organizmie. Wieczorem dotarliśmy na plebanię do Milejczyc, gdzie rozbiliśmy namiot.

Sobota 06.07.2013
Celem soboty były Siemiatycze. Niestety już w południe wiedzieliśmy, że będzie to niemożliwe do wykonania. Na trasie pojawiały się często charakterystyczne domu. Niski, drewniany dom parterowy to symbol wschodu. Z każdym kolejnym kilometrem ich ubywało co oznaczało, że zbliżamy się w okolice wyżyn i gór. Nasz dzień zakończyliśmy w miejscowości Rossosz. Wysokie temperatur sprawiły, że byliśmy bardzo zmęczeni. Skutkiem tego był nasz głęboki sen.

Facebook Comments

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *