Niedziela 28.07.2013
Żyjąc dniem wczorajszym, kompletnie się nie wyspaliśmy. Noc minęła bardzo strasznie, cały czas rozmyślaliśmy jak to się stało? Dlaczego? Udało się jednak wyjść z tego cało, więc się jakoś pocieszamy.
Od Jankowej Żagańskiej kierujemy się do Żarów, Lubska i Krosno Odrzańskiego. Droga jest całkiem fajna, pogoda w miarę dopisuje. Mimo to jesteśmy ciągle nieufni ludziom i po prostu jedziemy mając jakiś dystans. Może to i błąd, lecz uwierzcie mi, że od tego stresu chcemy się uwolnić… Od Krosna Odrzańskiego udajemy się do Cybinki, gdzie mamy nocleg pod namiotem przy parafii. Byliśmy tam już od 18 -19, więc na spokojnie rozłożyliśmy namiot, zjedliśmy kolację i położyliśmy się spać.
Około godziny 1 w nocy dochodzą grzmoty. Jak się okazało w Cybince tego dnia było straszliwa nawałnica. Do godziny 4 siedzieliśmy pod namiotem, który w oka mgnieniu może zostać porwany… Nasz namiot nie powinien przemoknąć do 10 godzin. Tej nocy, namiot powstrzymał deszcz przez 10, może 15 min. Porywisty wiatr bardzo skurczył nasz namiot, więc ciągle musieliśmy go trzymać. Nagle do namiotu wdarła się woda, na karimacie poustawialiśmy bagaże i wiedzieliśmy, że noc będziemy spędzać w kurtkach przeciwdeszczowych. Obok mojej karimaty zrobiła się wielka kałuża, którą staraliśmy się jakoś zmniejszać. Była to jednak syzyfowa praca. Podczas tej burzy, co rusz ksiądz proboszcz był w pogotowiu, chciał nas wpuścić, lecz całego dobytku nie mogliśmy zostawić na pastę nawałnicy, dlatego broniliśmy się… Około 4 wiatr ustał, deszcz również… Zasnęliśmy mimo to.

Poniedziałek 29.07.2013
Około 9 wstaliśmy by sprawdzić stan namiotu, cały sprzęt wynieśliśmy na zewnątrz by wylać wodę, której nazbierało się bardzo dużo. Zmęczeni wyjechaliśmy z Cybinki i kierowaliśmy się na północ. Pokonaliśmy Górzyce, Kostrzyn nad Odrą, Boleszkowice, Chojna i zatrzymaliśmy się w Widuchowej. Tam też mieliśmy nocleg. Pogoda tego dnia nie była najlepsza, znów było upalnie. Ponownie w naszych oczach pojawiała się myśl o wieczornych nawałnicach. Tej nocy burza zawitała do Widuchowej. Nasz namiot nie był w 100% sprawny, więc przez 15 minut obmyśleliśmy plan by nie stracić naszej twierdzy.
Postanowiliśmy zdjąć folię przeciwdeszczową z rowerów i, trochę ją niszcząc, okryć namiot. Plan wypalił… Nie pływaliśmy jak poprzedniej nocy, lecz po raz kolejny koczowaliśmy o 00.00 do 01.30. Mieliśmy szczęście, że szybko się skończyło. Oby więcej takich chwil nie było w przeciągu następnych kilku dni.

Wtorek 30.07.2013
Po kolejnej ciężkiej nocy należał się nam odpoczynek. Przyjeżdżając do Widuchowej uzgodniliśmy wcześniej, że kolejnym noclegiem będzie Szczecin, gdzie mieszka Filipa kuzyn, Piotrek. Musimy również wstąpić do C.H. Outlet Park do salonu KARI, by Szczecin usłyszał o akcji „Anioły dookoła Polski dla Mateusza”. Pobrzeże Szczecińskie ukształtowaniem terenu nie sprawia wielu problemów; obszar jest w miarę równinny, drogi są w całkiem dobrym stanie. Pogoda nam się trafiła: nie było upalnie, choć ciepło. Przede wszystkim na niebie były chmury, które czasem dawały cień, a co za tym idzie wielką ulgę.
Około 13 dotarliśmy do Szczecina, miasta, gdzie od 3 – 6 sierpnia odbywał się finał regat The Tall Ships Races 2013! Dotarliśmy na Outlet Park, atmosfera była bardzo fajna, choć ludzie, byli niechętnie nastawieni na osoby roznoszące ulotki. No cóż… Wyjeżdżając z C.H. złapał nas deszcz, który w końcu dał trochę świeżości. Około godziny 15 dotarliśmy na Gumieńce, a 20 minut później byliśmy już na miejscu. Mogliśmy odpocząć, parę spraw przemyśleć, powspominać jak to kilkanaście dni temu byliśmy w Ełku, Lublinie, Zakopanem czy Wrocławiu. Patrząc na twarz w lustrze widzę ogromne zmęczenie. Nogi są praktycznie nie do zdarcia, natomiast szwankują mi łokcie. Po tych 30 dniach jestem wykończony, lecz staram się o tym nie myśleć. W telewizji obejrzeliśmy mecz Lechii Gdańsk z Barceloną. Wynik lekko mnie zaskoczył… Kilka godzin po meczu starałem się jakoś uwolnić od myśli, słuchając muzyki bardzo się zmotywowałem i wiedziałem, że rajd muszę ukończyć. „Nie ważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy” – pomyślałem.

Środa 31.07.2013
Wyspani zjedliśmy pyszne śniadanie, spakowaliśmy się i wyruszyliśmy do centrum, by choć z perspektywy roweru zobaczyć co nieco. Pojechaliśmy na Wały Chrobrego, zobaczyliśmy Zamek Książąt Pomorskich. Z miasta wyjechaliśmy ok. 13. Było późno, zważywszy na to, że chcieliśmy tego dnia dojechać do Międzyzdrojów. Gdy opuszczaliśmy miasto, dołączył do nas kolarz z Łowicza. Również wybrał się w rajd dookoła Polski, lecz jego celem była turystyka. Nie był ograniczony czasowo, na każdym przejściu granicznym robił zdjęcie, by w pełni pokazać trasę jaką objechał. Start rozpoczął od Łowicza po czym kierował się na południe kraju, więc przed nim jeszcze wiele kilometrów. Jechaliśmy z nim aż do Przybiernowa, tam nasze drogi się rozeszły ze względów kondycyjnych. Paweł tego dnia musi być w Świnoujściu, a my w Międzyzdrojach. Gdy jechaliśmy w trójkę czas szybciej leciał, kilometry również. W Przybiernowie wiedzieliśmy, że pomimo zmęczenia dojedziemy na godzinę 20, więc bez problemów noc spędzimy na polu namiotowym w Międzyzdrojach. Ulewy tutaj dotarły również, na szczęście były wcześniej niż my. Skutkiem tego było to, że połowa pola namiotowego pływała, a drugą można porównać do szprotów w sosie pomidorowym w puszce. Mimo to, jakoś rozłożyliśmy namiot i w spokoju wyczekiwaliśmy jutra. Od Międzyzdrojów nasz dystans do ludzi zmalał, choć cały czas mieliśmy oczy dookoła głowy.

102_8570

Czwartek 01.08.2013
Aby zdążyć do Gdańska, na finał naszej akcji 4 sierpnia, wybrzeże musieliśmy podzielić na trzy dni. Dzisiejszym etapem był odcinek Międzyzdroje – Koszalin. Jest to ciężki orzech do zgryzienia. W pełnym bagażu 140 km nie jest sielanką. Około godziny 8 byliśmy zwarci i gotowi. Jechało się o wiele lepiej, niż na zachodzie, gdyż w końcu na trasie coś się działo. Minęliśmy Dziwnów, Rewal, Niechorze, Trzebiatów. Około 14 dotarliśmy do Kołobrzegu, musieliśmy odpocząć, uzupełnić zapas wody – ponownie dzień był upalny. Pod wieczór dotarliśmy do Koszalina. Zatrzymaliśmy się u byłej pani przewodnik, która bardzo dobrze zna Koszalin. Jest ona również siostrą księdza z parafii Wieniec, który był organizatorem tego noclegu. Bardzo dziękujemy Państwu za okazałe dobro. Około godziny 21.30 wykąpani zostaliśmy zaproszeni na nocny spacer ulicami Koszalina. Do godziny 23.30 zwiedzaliśmy najpiękniejsze miejsca tego miasta np. Płomienne Ptaki Hasiora, Koszalińska Katedra, Ratusz, Amfiteatr pod „Chipsem”, zespół parków i ogrodów. Byliśmy zmęczeni, lecz od dawna nie zwiedzaliśmy dokładnie miasta do którego przyjeżdżamy, a szkoda zmarnować taką okazję.

102_8589

Piątek 02.08.2013
Po pysznym śniadaniu pokonujemy kolejne kilometry. Wspólnie rozmawiając planujemy trasę. Kierujemy się na Górę Chełmską, gdzie mieści się Szensztacki Instytut Sióstr Maryi. Następnie pokonujemy Kłos, Sławno, Słupsk. Docieramy do Główczyc, gdzie szukamy noclegu. Początkowo pytamy miejscową ludności o pole namiotowe, lecz w okolicy niestety takich brak. Bez nerwów udajemy się na plebanię. Pytając duszpasterza o nocleg otrzymujemy pomoc. Dzisiejszą noc możemy przenocować w remontowanej salce dla miejscowych dzieci. Jest w miarę ciepło, sucho i bezpiecznie. Możemy podładować baterię w telefonach jak i energię na następny dzień.

Sobota 03.08.2013
Mając przynajmniej kilka godzin w zapasie pragniemy tego dnia dojechać do Władysławowa oraz dalej jak najbliżej Gdańska. Od księży Salezjanów otrzymujemy zapas żywności. Po pożegnaniu wyruszamy w kierunku Jastrzębiej Góry. Z mozołem mijamy Wicko, Żelazno i Krokową. Z tej miejscowości aż do Swarzewa prowadzi niezwykle dobra ścieżka rowerowa, która powstała w miejscu dawnej kolei. Od godziny 15 odpoczywamy we Władysławowie. Zwiedzamy port Władysławowo, Dom Rybaka i wiele innych ciekawych miejsc… Po kilkudziesięciu minutach odpoczynku wyruszamy w stronę Gdańska. Przez Swarzewo, Puck nocleg planujemy sobie zorganizować w Redzie. Niestety w okolicy nie ma żadnego pola namiotowego, najbliższe jest w Sopocie. By nie tracić czasu staramy się jak najszybciej dojechać do Sopotu. Docieramy tam na godzinę 23.Pole namiotowe jest całodobowe, więc w nocy przy świetle lamp rozkładamy namiot. Pole jest bardzo duże, więc wiele osób wychodzi na nocne szaleństwa nad morzem, my natomiast musimy przede wszystkim zasnąć…

102_8633

Niedziela 04.08.2013
Z pola namiotowego wyruszamy na finał akcji „Anioły dookoła Polski”. Po ciężkiej nocy musieliśmy się wyspać i nabrać nowych sił, by tego ostatniego dnia pokazać charakter. W południe docieramy na Matarnię w Gdańsku. Rozpoczyna się wielkie świętowanie! Hucznie powitani robimy sobie pamiątkowe zdjęcia, celebrujemy ukończenie wielkiej eskapady. W gronie znajomych świetnie spędzamy czas. Około 15 zaczynamy szukać najbliższego pociągu bezpośredniego do Włocławka i żegnać się ze znajomymi. Mamy o tyle szczęścia, że o 15.33 będzie pociąg bezpośredni do Włocławka z wagonem dla rowerów. Czym prędzej wyruszamy na stację Gdańsk – Wrzeszcz. Los na koniec się dla nas uśmiechnął, gdyż z Matarni do stacji PKP mieliśmy cały czas zjazd. Szybko kupiliśmy bilety… O około 20 dotarliśmy do Włocławka. Po 35 dniach spotkaliśmy się z naszymi rodzinami. Razem jeszcze włocławskimi i brzeskimi ulicami przejechaliśmy na skwer w Brześciu Kujawskim, by wspólnie uczcić ukończenie rajdu. Moją podróż kończyły ostatnie 1,5 km od skweru, aż na Stary Brześć…

Facebook Comments

Zobacz również:

2 thoughts on “Polska 2013 – Tydzień 5

    1. Dziękuję. Staramy się, by nasi czytelnicy byli zawsze w jak najlepszych humorach po przeczytaniu naszych postów. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *